Blog · Rozliczenie

Zapowiedziałem 30:53.
Wybiegłem 30:50:26

Cztery moje dotychczasowe ultra dawały się odczytać na dwa sposoby, a te dwa odczyty różniły się o sześć godzin. Żadne dane, które wtedy miałem, nie potrafiły wskazać, który jest prawdziwy. Jeden bieg to rozstrzygnął. Tydzień przed startem ogłosiłem prognozę i nie poprawiałem jej po drodze — pomyliłem się o 2 minuty 34 sekundy na biegu trwającym ponad trzydzieści godzin, ale to najmniej interesująca liczba w tym tekście, bo jeden trafiony start niczego nie dowodzi. To był eksperyment: hipoteza ogłoszona przed pomiarem, warunek jej obalenia zapisany z góry, jedna próba.

Tomasz na trasie ŁUT 150, poranek po pierwszej nocy, grzbiety Beskidu Niskiego
ŁUT 150, na trasie — pierwsza noc za mną. Te grzbiety w tle to teren, o którym jest cały ten tekst: łagodniejszy, niż wygląda na profilu, i dłuższy, niż się wydaje o czwartej nad ranem.

Najpierw liczba

Meta: 30:50:26. Prognoza: 30:53, w paśmie 27:19–34:31, przy limicie regulaminu 35:00. Błąd względny: 0,14%. Dystans 153,89 km zmierzony zegarkiem przy 150 km oficjalnych, 5881 m przewyższenia z pliku z zegarka wobec 5860 m z regulaminu. Z tych trzydziestu godzin 2 godziny 26 minut przestałem na punktach — czyli osiem procent biegu, którego model nie liczy w ogóle. Wracam do tego niżej.

Co ten bieg naprawdę rozstrzygnął

Eksperyment miał prostą konstrukcję: dwie konkurencyjne hipotezy i jeden bieg, który je rozdziela. Przed startem napisałem, że moje cztery punkty kalibracji dają się odczytać na dwa sposoby. Pierwszy mówi, że zwalniam wraz z upływem czasu, i daje 28:17 w ruchu. Drugi mówi, że zwalniam na stromiźnie, i daje 22:16 w ruchu. Sześć godzin różnicy przy tej samej trasie — a dane nie rozstrzygały, która wersja jest prawdziwa, bo w moich dotychczasowych startach długie i strome zawsze chodziły w parze.

ŁUT 150 był pierwszym biegiem, który jest długi i stromy naraz. Mój czas w ruchu wyniósł 28 godzin 29 minut.

Odczyt czasowy pomylił się o 12 minut. Odczyt terenowy — o ponad sześć godzin. To nie jest remis do interpretacji. Zwalniam z czasem, nie od nachylenia, i od tej chwili model ma to zapisane jako pomiar, a nie jako założenie.

Jedno zastrzeżenie, bez którego ten wynik byłby ładniejszy, niż na to zasługuje: ten bieg nie był prowadzony na optimum przez całą długość i kilka rzeczy kosztowało mnie czas w ruchu. Wszystkie działają na korzyść hipotezy, którą właśnie odrzucam — bez nich byłbym szybszy, czyli bliżej niej. Traktuję więc ten rezultat jako ostrożny, nie jako czysty pomiar.

Trafiona suma ukryła zły rozkład

Tu zaczyna się część, z której jestem mniej zadowolony. Model trafił w metę, ale nie w drogę do niej. Przez cały bieg szedłem przed jego krzywą — najbardziej na punkcie Hałbowska, gdzie miałem półtorej godziny zapasu wobec harmonogramu. Potem oddałem to wszystko na ostatnich pięćdziesięciu kilometrach.

Dla skali: średnia z całego biegu w ruchu to 11:06 min/km. Pierwsza połowa była od niej szybsza o niecałą minutę, druga wolniejsza o blisko trzy. Biegacz w trakcie startu nie korzysta z sumy. Korzysta z godzin pośrednich — a te były systematycznie za wolne w pierwszej połowie. Kto zaufa takiej karcie na setnym kilometrze, zobaczy zapas, którego nie ma, i go wyda. Dokładnie to zrobiłem.

Czego model nie liczy wcale

Dwie godziny i dwadzieścia sześć minut. Tyle łącznie stałem na punktach — osiem procent całego biegu. Model przewiduje czas ruchu i czas mety, ale postojów nie modeluje w ogóle; traktuje je jak stałą. Na trzydziestogodzinnym biegu to jest największa pojedyncza rezerwa, jaką mam, i jednocześnie jedyna, której nie umiem dziś przewidzieć.

Druga rzecz: ten bieg miał więcej zbiegu niż podbiegu — 6478 metrów w dół wobec 6364 w górę. Okno regeneracji, które mi się teraz wylicza, zna wyłącznie kilometry i metry w górę. Mięśnie niszczy to drugie.

Co z tego zostaje

Prognoza ogłoszona przed biegiem jest warta tyle, że nie da się jej po cichu poprawić. Ta trafiła i to miły dzień, ale eksperyment na jednej próbie niczego nie zamyka: jeden start to jeden punkt — a najcenniejsze, co z niego mam, to nie zgodność, tylko rozstrzygnięcie: wiem teraz, który z dwóch odczytów mojego zmęczenia jest prawdziwy, i wiem, że rozkład tempa i postoje są następne do policzenia.

Policz to na swojej trasie

Prognoza czasu na własnej krzywej zmęczenia — dokładnie to, z czego rozliczam się wyżej — jest częścią aplikacji i liczy się z Twoich danych z zegarka. Jeśli chcesz zacząć od czegoś mniejszego: analiza trasy jest darmowa i nie wymaga konta — wrzucasz GPX swojego startu i dostajesz profil, odcinki, które będą kosztować najwięcej, oraz zapotrzebowanie na węglowodany.

Wypróbuj 14 dni za darmo →
Czytaj dalej
Ogłaszam swój czas na ŁUT 150, zanim wystartujęPrognoza, z której rozliczam się wyżej W ultra druga połowa mówi więcej niż VO2maxDurability w badaniach i w moich danych Myliłem się. Dowiodły tego moje własne daneKBL 110 km, segment po segmencie

Tomasz · UESCA Certified Ultra Coach · Founder, UltraFlow™
Strażak Państwowej Straży Pożarnej. Ultramaratończyk górski. KBL 110 km, Szlak Ultra Orlich Gniazd 160 km, Bieg Ultra Granią Tatr 71k.