Myliłem się.
Dowiodły tego moje własne dane.
KBL 110 km. Kilometry 70–80 wyglądały jak podręcznikowy nocny kryzys: tempo 12:47/km, o jedną czwartą wolniej niż moja średnia. Zapisałem to jako załamanie i prawie zbudowałem na tym kolejny blok treningowy. Potem policzyłem teren.
Pierwsza diagnoza: „dół nocny”
Bieg zaczął się w piątek o 17:00, meta w sobotę o 11:34 — 18 godzin i 34 minuty na 110,21 km z 4396 m przewyższenia. Kilometry 70–80 wypadły około trzeciej w nocy i są najwolniejszą dziesiątką całego biegu.
Wniosek nasuwa się sam: noc, zmęczenie, spadek tempa. Taki wniosek ma jedną wadę — jest wygodny. Pasuje do tego, co czułem, więc nie chciało mi się go sprawdzać.
Co pokazał teren
W tej dziesiątce są cztery podbiegi, łącznie +683 m — 77% czasu tego odcinka spędziłem pod górę. Najcięższy kawałek zaczyna się po 74. kilometrze: 1,99 km, +322 m, średnie nachylenie 16,2%. Na takim nachyleniu się nie biegnie — się wchodzi. Zajęło mi to 30 minut.
Ten sam wysiłek, inny moment biegu
Żeby porównać dwa podbiegi o różnym nachyleniu, trzeba sprowadzić je do wspólnej miary. Używam tempa zrównoważonego nachyleniem: koszt energetyczny biegu pod górę wg wielomianu Minettiego (2002) zamienia metry rzeczywiste na „metry płaskie”, a czas dzielę przez ten przeliczony dystans.
| Podbieg | Kiedy | Nachylenie | Tempo | Tempo zrówn. | Tętno |
|---|---|---|---|---|---|
| km 12,5 | 3 h biegu | 8,4% | 11:44/km | 7:54/km | 140 |
| km 74,5 | po 15 h | 16,2% | 15:25/km | 7:55/km | 121 |
Po piętnastu godzinach biegu, na podbiegu dwa razy bardziej stromym, tempo przeliczone na płaskie było gorsze o jedną sekundę na kilometr — przy tętnie niższym o 19 uderzeń. To nie wygląda na organizm, który się załamał.
Uczciwie o granicach tej liczby. Przy 16,2% korekta Minettiego jest większa niż przy 8,4%, więc bardziej stromy podbieg jest przez model traktowany łagodniej — i właśnie dlatego nie twierdzę, że byłem mocniejszy. Twierdzę tylko, że nie straciłem nic: jedna sekunda na kilometr mieści się w szumie pomiaru, a po kryzysie spodziewałbym się minut. Model nazwany z imienia można sprawdzić; „czułem, że zwolniłem” nie.
Drugi świadek: tętno i moc
Jedna metryka może kłamać, dwie niezależne rzadziej. Na kolejnych dużych podbiegach tętno schodziło w dół: 146 to najwyższa wartość całego wyścigu, 140 na podbiegu z km 12,5, 121 na podbiegu po 74. kilometrze, 107 na ostatnim. Moc szła w dół łagodniej — z 203 W na pierwszym podbiegu do 177–178 W na dwóch ostatnich.
I rzecz, która zamyka sprawę: najszybszym blokiem dziesięciokilometrowym całego biegu był ostatni — 100–110 km po 8:43/km, z 286 m wznoszenia. Nikt, kto naprawdę pękł po 74. kilometrze, nie kończy w ten sposób.
Cena złej diagnozy
Gdybym został przy „dole nocnym”, kolejny blok pojechałby w stronę odporności na kryzys: więcej sesji nocnych, praca nad głową, jedzenie w drugiej połowie. Wszystko sensowne — i wszystko obok problemu. Naprawiałbym rzecz, która nie była zepsuta, kosztem tej, która wymagała pracy: powtarzalnej siły na krótkich, bardzo stromych odcinkach, wchodzących na zmęczone nogi.
Różnica między tymi dwoma blokami to nie niuans. To kilkanaście tygodni sezonu.
Jak to sprawdzić u siebie
- Weź plik z zegarka, nie podsumowanie. Wszystkie liczby w tym tekście pochodzą z surowych rekordów FIT — 66 835 punktów. Podsumowanie sesji podało przewyższenie niższe o kilkaset metrów, bo filtruje szum barometru.
- Podziel trasę na segmenty według nachylenia, nie na równe kilometry. Kilometr o nachyleniu 16% i kilometr płaski to dwa różne zdarzenia fizjologiczne wrzucone do jednej rubryki.
- Porównuj wysiłek, nie tempo. Wybierz model przeliczania (u mnie Minetti) i podawaj go razem z wynikiem. Liczba bez modelu jest nieweryfikowalna.
- Szukaj drugiego świadka. Tętno przy stałej mocy, tempo na zbiegach, ostatnia dziesiątka. Jeśli trzy niezależne sygnały mówią to samo, diagnoza się broni.
Dołącz do UltraFlow
Ten rozbiór zrobiłem narzędziami, które są w UltraFlow: segmentacja trasy po nachyleniu, przeliczanie wysiłku na wspólną miarę i zestawianie tętna z mocą na tym samym odcinku. System nie zgaduje, dlaczego zwolniłeś — pokazuje, co się wtedy działo pod nogami.